| < Październik 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:
Napisz do mnie
Ja na Ravelry
Moje inne blogi
Chcę wydziergać
Cudeńka nie na drutach
Drutują i szydełkują
Nauka dziergania
Szukam wzorów
Ulubione sklepy włóczkowe
Zrobione:
statystyka
czyli rzecz o dzierganiu
czwartek, 29 października 2009

Dziś mam imieniny.

Z tego tytułu lubię październik a ten szczególnie, bo jest mokry i nieprzyjemny - stąd można usprawiedliwić zakupy mięciutkich i milutkich motków:)

Zrobiłam sobie więc prezent, o którym już pisałam - First Class jeszcze nie wiem na co:


i Lolipop na top sylwestrowy (nie mam pomysłu na wzór - czy gładko, czy ażur jakiś - podpowiedzcie, plis):


Faceci zawsze mają problem z doborem prezentów (przynajmniej ja takich spotykam), stąd wiedziona wrodzoną dobrocią serca postanowiłam ułatwić takiemu jednemu sprawę i w sklepie pokazać mu, że na imieniny chcę to:


Kto to widział, żeby pudełko miało być prezentem? Ano jest, i praktycznym, i ślicznym i cieszącym bardzo (dużo bardziej niż w tym momencie cokolwiek innego). Moje motki mają gdzie mieszkać:)


Niestety nie pomieściły się wszystkie. Ale włóczek ma ubywać - a przybywać włóczkowych ubrań, wiec liczę, że już niedługo będzie z tym lepiej:)

A w ostatnią sobotę dostałam zupełnie niespodziewany i jakże miły sercu prezent włóczkowy:


Ma z tego być jakiś szal/chusta/szalik - też nie mam jeszcze pomysłu, bo nie wiem, w czym ta włóczka będzie dobrze wyglądać (proszę o propozycje). Jest bardzo milutka - czyli to, co kocham najbardziej.

A jeszcze wcześniej dostałam od Mamy pół kilograma czarnej włóczki. Pewnie będę jeszcze o niej pisać, jak zabiorę się do robienia sweterka. Zdjęcia niestety nie mam.

Dostałam tez inne prezenty, ale już niewłóczkowe, więc o nich napiszę pewnie na innym blogu:) A wieczorem będę świętować - w ciepłych kapciach, z drinkiem na stoliku obok będę sobie dziergać:)

I na dzisiaj to są moje wymarzone imieniny:)


wtorek, 27 października 2009

Przeczytałam gdzieś, że dzierganie pozytywnie wpływa na nastrój jesienną porą. Zauważyłam to już wcześniej, a ponadto:

  • moje ręce, które muszą zawsze coś robić - skubać, rwać, drapać itp. - mają w końcu zajęcie,
  • głowa zajęta liczeniem oczek i pilnowaniem wzoru nie ma czasu na myślenie o innych rzeczach i zadręczanie się smutkami,
  • spod drutów wychodzą wzorki i różne rzeczy pożyteczne, co wybitnie poprawia humor,
  • wymiar praktyczny - inni też są zadowoleni, gdy otrzymają wydziergane coś,
  • poprawia się sprawność manualna,
  • radość z nauczenia się nowej rzeczy, nowego wzorka jest nie do przecenienia,
  • poprawia się organizacja czasu - gdzieś przecież między ogarnięciem domu, gotowaniem, odrabianiem lekcji z dzieciem, blogowaniem, czytaniem, zakupami, oglądaniem filmów i dyskusjami na tematy egzystencjalne trzeba wcisnąć dzierganie:),
  • poprawia się zarządzanie finansami domowymi - wydawałoby się, ze nic się nie da wycisnąć w napięty budżet, a tu jakoś okazuje się, że zamiast kolejnej szminki czy kremu można kupić cudną włóczkę:) Budżet nie piszczy a z półek nie wysypują się kolejne nieużywane pseudoupiększacze (nie mówię o tych koniecznych i potrzebnych - bez nich ani rusz).

Więc (a właśnie, że zaczyna się zdania od "więc" :p) dzięki dzierganiu jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej ogarnięta:)


poniedziałek, 26 października 2009

Skończyłam kolejną robótkową pracę. To znów czapka, znów czarna z tej samej włóczki - Chainette Madame Tricote.

Projekt czapki - mój własny:)

Pierwszy raz robiłam na okrągło, na pięciu drutach 4mm. Nie było łatwo. Prułam kilka razy, mimo próbki nie mogłam jakoś obliczyć właściwej ilości oczek, potem czapka zaczęła skręcać. Wiele razy myliłam wzór i potem musiałam naprawiać szydełkiem. Już traciłam nadzieję, że coś z tego będzie.

No ale się udało:)


Na zdjęciach można zauważyć nierówne oczka, zwłaszcza przy przechodzeniu z oczek prawych na lewe. Nie wiem, dlaczego tak się robiło - i choćbym nie wiem jak ścisło dziergała, nie udało się tego uniknąć.

Fotki takie sobie - szaroburymi popołudniami nie dało się zrobić zdjęcia w świetle zastanym, stąd wykorzystałam najjaśniejsze miejsce w domu a i tak musiałam użyć lampy.

Do tego model był wybitnie marudzący i niewspółpracujący.

Ale z czapki zadowolony jest:)


piątek, 23 października 2009

Każda kobieta wie, że na chandrę najlepsze są zakupy.

A na megachandrę zimnojesienną najlepsze są zakupy włóczkowe.

Odkryłam nową pasmanterię, całkiem niedaleko mojej pracy - na pl. Hallera. Bardzo miła pani, znająca się, niezrażona moim marudzeniem. Włóczki z górnej półki - Rozetti, Gedifra, Schachenmayr. Mogłam sobie pomacać, podotykać, porozmawiać, powybrzydzać (no bo musi być miękkie, niegryzące, niemechacące, ciepłe i w ogóle sama nie wiem czego chcę).

No i kupiłam. Najmilszą na świecie First Class, która jest tak miękka, że można z niej robić pidżamki. Prawdopodobnie zrobię z niej TO, choć nie jestem do końca przekonana. Bo może jednak jak w oryginale kremową kupię na to.

I jeszcze zobaczyłam z Rozetti taśmową srebrno-czarno-szarą, na kreację wieczorową - jakiś top sylwestrowy może.

Muszę rozejrzeć się za wzorem.

Więc tak oto poprawiłam sobie humor i zrobiłam prezent imieninowy:)

Martwię sie tylko o zdrowie, bo po wczorajszym kilkugodzinnym dzierganiu (zarwałam nockę, żeby skończyć czapkę) straciłam czucie w jednym palcu prawej ręki, do teraz jest niewielka poprawa.:( Kręgosłup chyba nie polubił mojego nowego hobby.:(


środa, 21 października 2009

No więc sobie dziergam tę czapkę, te prawe i lewe kontynentalne. Czapki przybywa, włóczki ubywa i zaczynam się martwić, czy nie zabraknie. A czarna Chainette jest nie do dostania:(

Za to sprawiłam sobie biżuterię na druty - bardzo przydatną i śliczną:)

Markery bardzo się przydają, mogłam sobie zaznaczyć, gdzie zaczyna się czapka, bo skończyłam już ściągacz i robię wzorek - niby prosta przeplatanka, ale z rozpędu już kilka razy musiałam szydełkiem naprawiać oczka prawe przerobione na lewo w nieodpowiednim miejscu.

Markery w rzeczywistości są ładniejsze niż na fotografii. Miniaturowe, misterne cudeńka. Zamówiłam na TEJ stronie, fotografia też stamtąd pochodzi.


wtorek, 20 października 2009

Nawracam się!

Bo to jednak herezja w robótce była przyczyną skręcenia czapki. Wczoraj próbowałam robić ortodoksyjnie (czyli metodą kontynentalną) i nowa część robótki jest już prosta.

Na szczęście nie muszę pruć, ściągacz doszyję do części prostej i resztę czapki zrobię już ortodoksyjnie.

Ależ te lewe oczka są dziwne. Nie wyobrażam sobie, jak można robić szybko w ten sposób, na razie idzie mi to bardzo wolno. Oczka prawe szybciutko opanowałam, ale te lewe są koszmarne.

Chyba, że na spotkaniu w Szarotkowie dziewczyny pokażą mi lepszy sposób.

Bo na razie robię tak, jak w instruktażu.

Wiedziałam, że kiedyś musi dojść do tego nawrócenia, bo poważnie myślę o ażurach a podobno nie wychodzą, jak się robi wschodnioeuropejsko. Ale nie sądziłam, że nastapi to tak szybko.

Ale może to i lepiej - wejdzie mi w krew:)


niedziela, 18 października 2009

Robię kolejną czapkę. Chainette to taka fajna włóczka, że szkoda jej nie wykorzystać. Więc M. będzie miał czapkę jednak:)

Prułam ze 4 razy, bo mimo próbki nie mogłam ustalić ilości potrzebnych oczek a dzierganie o 1 w nocy sprzyja błędom nawet w ściągaczu.

Teraz już raczej prucia nie będzie, chyba że trafi się jakiś poważniejszy błąd.

Tym razem robię na 5-ciu drutach 3,5 mm na okrągło... i mam problem.

Czapka skręca. Ściągacz kładzie się  na lewą stronę i to coraz mocniej:( A tak mi się już fajnie robiło:(

Nie wiem, co jest przyczyną. Może to, że robię po heretycku?

Doświadczone dziergareczki, macie jakiś pomysł? Plis, help.


sobota, 17 października 2009

No więc jest:)

Moje pierwsze samodzielnie wydziergane coś:)

Czapka dla Smyka:


Korzystałam z TEGO wzoru.

Najpierw miała to być czapka dla mojego M. (ęża). Nabrałam więcej oczek niż w oryginale (104), ale nie wzięłam pod uwagę, że może włóczka inna, że robię bardziej ścisło... Wzór musiałam powtórzyć więcej razy, no i robiłam na drutach prostych, więc potem musiałam zszyć czapkę Dobrze, że moje dziecko (lat 7) chciało mieć koniecznie czapkę i było zazdrosne o tatusia, więc był przeszczęśliwy, że czapka jest dla niego. Nie chce nosić żadnej innej:)

Włóczka Chainette (czarna), druty 4mm.


piątek, 16 października 2009

To się nazywa mieć refleks.

Zorientowałam się właśnie, że adres mojego bloga oznacza nie to co chciałam. No bo ja mam wspólnego z szydełkowaniem? Jeszcze nic.

No cóż, translator Google jest niedokładny, źle podpowiedział.

Teraz się już nie da zmienić, więc informuję - będę dziergać na drutach (knitting) a nie szydełkować (crocheting).


czwartek, 15 października 2009

Najlepsze gdzie? W Wielkiej Sieci. Tam niestety tureckiego cuda na kamizelkę nie znalazłam, ale...

Wśród tylu różności wybrałam sobie piękną Elian Nicky w kolorze fioletowym ofkors, a Synkowi zielone cudo Eliana na szalik, motek sztuk jeden. Na szalik przecież wystarczy, nie?

No właśnie nie. Zrobiłam szalik dziergając nawet w samochodzie w drodze do miasta rodzinnego - kurczę, te druty uzależniają - i okazało się, że zabrakło. A do tego postanowiłam dorobić dziecku czapkę, dwukolorową, żeby było ciekawiej:)

Więc pierwsze zakupy, zielonego cuda i fioletowej Nicky, do tego druty z żyłką i bez, jakieś szydełko... okazało się, że mało mi, przecież kamizelkę mam robić. Wiec zanabyłam w pobliskim pracy sklepie czarne coś na kamizelkę.

A z czarnego tureckiego zaczęłam dziergać czapkę. czapkę.

Żeby nie było łatwo, to nie na okrągło, tylko zwyczajnie, nie dokładnie według wzoru, bo łepetyna M. większa niż 52 cm i ogólnie po swojemu.

A od Mamy dostałam jeszcze pół kilograma czarnej włóczki, z której muszę wymodzić jakiś sweterek.

No więc obecnie mam:

- druty proste i żyłkowe,

- agrafkę dziewiarską,

- szydełko,

- fioletową nicky na sweter,

- turkę od Justyny na czapki i inne takie,

- zieloną nicky przerobioną częściowo na szalik,

- czarne z realnej pasmanterii na kamizelkę i

- czarne od Mamy na sweter/bluzkę.

Kiedy to zrobię - nie wiem. Ale mówiłam, że zabieram się do tego na poważnie. :)

Jeszcze coś. Wolę robić zakupy w necie, niż w realu. Pasmanterii wokół jak na lekarstwo, udało mi się znaleźć jedną blisko miejsca pracy, na Targowej (stolyca). Niestety asortyment włóczkarski tylko polski, obsługa nieuprzejma... I nie można samemu dojść do półek, dotknąć włóczki,przytulić się, sprawdzić miękkość. Gdy podany przez panią motek nie pasował mi, z wielkim ociąganiem i niechęcią sięgnęła po inny.

Za to ze sklepu zamotane.pl dostałam paczkę szybko i do tego pakiet próbek innych włóczek:)

A może znacie gdzieś na Pradze jakieś fajne włóczkowe miejsca zakupowe?


 
1 , 2