| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Napisz do mnie
Ja na Ravelry
Moje inne blogi
Chcę wydziergać
Cudeńka nie na drutach
Drutują i szydełkują
Nauka dziergania
Szukam wzorów
Ulubione sklepy włóczkowe
Zrobione:
statystyka
czyli rzecz o dzierganiu

Oceny włóczek

wtorek, 26 kwietnia 2011

Witam poświątecznie:)

Szkoda, że już po, tak było świątecznie, słonecznie i pięknie:)

No ale czas wracać do obowiązków i kończyć cykl oceny włóczek:) Już finiszuję z zaległościami i wkrótce pokaże dziergadła, obiecuję:)





220 tweed Cascade to kolejna włóczka, w której się zakochałam.

Zakupiona w Zagrodzie w 100% spełniła moje oczekiwania.

Jest wydajna - 200m w 100g, na grubsze druty, więc szybko przybywa robótki:) Producent zaleca 4,5mm i na takich robiłam - idealne dopasowanie rozmiaru do grubości włóczki.

Kolory są soczyste, żadne tam spłowiałe. Do tego nopki fantastycznie rozweselają zieleń - w przypadku odcieniu, którego używałam.

Naprawdę żałuję, że nie ma fioletu w palecie kolorów.

W dotyku jest też bardzo fajna - mięsista, puszysta. I chyba nie gryzie, bo synek czapkę nosił bardzo chętnie. Do komina jakoś się nie przekonał, ale chodzi chyba o komin a nie jakość włóczki:)

Szczerze polecam.


czwartek, 21 kwietnia 2011


Lace merino firmy malabrigo, to kolejna wełna 100%, z którą przyszło mi pracować.

I chyba najmilsza. Jest delikatna, niesamowicie miękka - nie przypuszczałam, że może być miększa od merino ze 100purewool.com, ale jest. Każde przerobione oczko to pieszczota dla palców, robótka jest niebywała przyjemnością. Nitka jest cieniutka i bardzo wydajna - w 50 g jest jej 430 metrów.

No i dostępna jest w niewiarygodnej liczbie bajecznych kolorów i odcieni, sami zobaczcie: TU

Jedyna jej wady, to spora cena i skłonność do filcowania - słyszałam o kilku przypadkach.

Mam jeszcze chyba ze 3 kolorki i chętnie po nie sięgnę:) Mam też ochotę na delikatniutką bluzeczkę z tego merino:)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

I kolejna włóczka z Kaszmiru - ręcznie przędzione merino 1 ply o wdzięcznej nazwie Wing.


Włóczka zachwyca swoją miękkością a po praniu pięknie się układa, oczka się wyrównują i robótka wygląda zachwycająco. Aż chce się przytulić. Zakres drutów - od 3,5 do 5 mm. Jest bardzo ciepła. I sprzędziona bardzo równo.

Moja babcia, która sama kiedyś przędła, nie mogła wyjść z podziwu nad nitkami Laury:)

Wing jest naprawdę godny polecenia:)


piątek, 15 kwietnia 2011

Kolejny odcinek pt. "nadrabiam zaległości":)

 

Dziś o merino z jedwabiem od Kaszmirowej Laury.

Włóczka to inna niż wszystkie. W tej wersji była sprzędziona w 2 ply, dość cienko. Nie pamiętam grubości, ale druty 3-3,5 były odpowiednie. Z wełny tej powstała czapka i chustka, której jeszcze nie pokazałam. Obiecuję poprawę.

A inna niż wszystkie, bo z charakterem. Ni to czerwień, ni to niebieski, z daleka zlewa się w fiolet, z bliska taka bardziej surowa, rustykalna. Mocny skręt sprawił, że nie mechaci się zupełnie, za to odrobinę straciła na miękkości. Ale nosi się ją z największą przyjemnością a chustka jest moją najulubieńszą chustką pod szyję. Do tego grzeje, zimny wiosenny wiatr nie zagraża moim strunom głosowym:)

Miałam też problem z wzorem na chustkę. Wybrałam wzór summer flies, bo wzorki ażurowe, finezyjne listki wychodzą z tej nitki dość słabo widoczne. I okazał się bardzo trafiony.:)

Mam tę nitkę jeszcze w zupełnie cieniusieńkiej wersji. Szukam odpowiedniego wzoru, który wydobędzie całe jej piękno:) Gdybym jej miała jeszcze więcej, pokusiłabym się o rustykalną bluzeczkę z charakterem. :)

I na koniec nie mogę się nie pochwalić uroczym drobiazgiem, który dostałam od osobistego męża na pewną okazję:)


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zapraszam na kolejny odcinek z serii "Oceny włóczek".

Dziś przedstawiam Państwu Włochacza.


fotka pożyczona ze sklepu Fastryga

Włochacz to Fonseca formy Yarn Art.

Dane techniczne:

Skład: 55% moher 45% poliamid

Ilość: 25 /30 metrów

Zalecane druty nr.2,5 szydełko nr. 3

Włochacz to kolejna cienizna moherowa, z której robiłam.

Jest naprawdę cieniutka, za to ilość włosków sprawiła, że dostała powyższy przydomek. I przez tę swoją kudłatość w robótce jest taka sobie. Nie sunie pod rutach jak Kid Mohair Adriafilu, jest trochę bardziej szorstka. Grubość nitki też nie jest jednakowa - chwilami bałam się, że nić się zwyczajnie zerwie, bo była grubości włosa.

Do tego niestety w każdym motku było po kilka supełków. Kilka,to nie 3, raczej 7-10. Trochę to denerwujące.

W zasadzie jedyne, co mi się podoba w tej włóczce to dodatek błyszczącej nitki. W sztucznym świetle lub słońcu Fonseca błyszczy pięknie i nabiera wieczorowego charakteru.

No i cena. Fonseca jest bardzo niedroga, więc jak na taką cenę, można jej wybaczyć włochatość, supełki i inne takie. Dla mniej wymagających dziewiarek to powinna być doskonała włóczka.

Ja mimo wszystko nadal zostanę w zachwycie nad Kid Mohairem Adriafilu.


wtorek, 05 kwietnia 2011


Corriedale się dzieje, choć dzieje się głównie fioletowe poncho.

Zanim jednak zejdą z drutów, minie trochę czasu.

Opowiem Wam za to dzisiaj o włóczce - jednej z najmilszych jakie miałam w ręku.


Nie pokazałam z niej nic na blogu, bo zrobiona czapka i szyjogrzej bardzo szybko poleciały do właścicielki.

Musicie więc polegać na fotkach pożyczonych ze stronki sklepu i mojej opinii:)

Dane techniczne:

  • Skład: 80% baby alpaka, 20% jedwab

  • Producent: Debbie Bliss

  • Ilość włóczki w motku: 65m/50g

  • Druty zalecane przez producenta: 4,5-5m

Włóczka jest niesamowicie miękka, luźno skręcona 2 ply, z delikatnym alpakowym włoskiem. Nic a nic nie gryzie, delikatnie przesuwa się w palcach i robienie z niej to sama przyjemność. W warkoczach pięknie się układa. Ma szlachetny połysk, poślizg - pieszczota dla palców. Przez dodatek jedwabiu jest dość ciężka, dlatego niezbyt wydajna. Jednak na czapę lub szalik - wspaniała.

Pewnie i na sweterek miękki i ciepły też, jednak cena takiego sweterka przekraczałaby moje możliwości finansowe.


poniedziałek, 14 marca 2011

W domku mam szpital, głowa boli, kaszel męczy i ćwiczymy w rodzinie kaszel synchroniczny. Najbardziej wirusem oberwał synek, ale chyba idzie ku lepszemu.

Z tego tytułu jeszcze nie pokaże moich dziergadeł - zwyczajnie odrzuca mnie od kompa i obróbki zdjęć.

Za to powiem, że rośnie kolejny pajęczy twór:)

To teraz do rzeczy.

Z włóczki Cashmerino Chunky od Debie Bliss zrobiłam jedną z moich ulubionych czapek.

To fotka zwinięta ze sklepu art-bijou, gdzie kupiłam moteczki dwa:


Dane techniczne:

  • Skład: 55% wełna merynosów, 33% mikrofibra, 12% kaszmir.

  • Producent: Debbie Bliss

  • Ilość włóczki w motku: 65m/50g

  • Druty zalecane przez producenta: 7mm

  • Próbka 10cm: 14ox22rz

  • Kraj wyprodukowania: Włochy

Włóczka rzeczywiście jest luksusowa - mięciutka, milutka, niegryząca i bardzo ciepła.
Na zdjęciu wygląda na bardzo błyszczącą - w rzeczywistości połysk jest bardzo delikatny. No i tym razem producent minął sie z prawdą, zalecając druty, według mnie 7mm to stanowczo za dużo, 6 jest w sam raz.
Włóczka jest godna polecenia, bo świetnie się z niej robi i rewelacyjna jest w noszeniu. Niestety - cena odstrasza. :(


środa, 09 marca 2011


Czas wrócić do cyklu opisów włóczek, bo mi się zaległości porobiły. :)

Na pierwszy rzut - Fina:


Fotkę buchnęłam z Fastrygi, gdzie wełna ta jest dostępna.

Wełna, a nie włóczka, bo to wełna 100%. Do tego nic a nic nie gryzie, no choćbym chciała, to nie znajdę - ani na czole, ani na ciele ani na szyi.

Jest skręcona z czterech nitek, jest sprężysta a po praniu robi się bardzo lejąca - dlatego wybrałam ją do zrobienia ciepłej chusty.

Z wydajnością jest tak sobie, na ogromną chustę poszło 7 motków.

W motku 50 g jest 140 metrów i producent zaleca druty 4mm - na takich też robiłam i chusta ekstremalnie naciągnięta uwydatniła ażur. Lubię ścisłe dzianiny, więc sweter robiłabym na 3,5.

Wełna blokuje się znakomicie ale przy praniu strasznie farbuje. Gdzieś czytałam opinie, że farbuje również na sucho, ale nie miałam ani czerwonych rąk ani czerwonej bluzki po kilkugodzinnym noszeniu - dla sprawdzenia.

Polubiłam finę:) Ma coś w sobie, do tego kolor czerwony jest bardzo energetyczny ale nie żarówiasty. Uważam, że to najładniejszy kolor z całej palety. :)

Z czystym sumieniem - polecam.


wtorek, 25 stycznia 2011


Dawno nic nie pisałam, więc wypadałoby. Ale gdy za oknem widzę  padający śnieg a przede mną wizja białego szaleństwa na stoku - zapominam o całym świecie.:)

No dobrze, przyznam się, że zabrałam ze sobą też druty, ale przerobiłam zaledwie kilka rządków czapki dla osobistego męża. :)

Za to skończyłam inną czapkę - fajowy worek na głowę nie-w-moim-stylu, ale na szczęście nie dla mnie. Fotek nie ma, ale mam  je obiecane od właścicielki czapki.;)

No to do rzeczy.


Tak, to włóczka, z której zrobiłam moją Poppy. I przyznam szczerze, że mam zagwozdkę w jej ocenie.

Kolor - przecudowny. To on skusił mnie na wydanie niemałej sumki na kilka motków tej włóczki. W macaniu - całkiem niezła. Robiło sie również przyjemnie. Ale czapka zrobiona i założona na głowę - gryzła przeraźliwie. W zimowej aurze - nie sprawdziła się. Spodziewałam się ciepła (w końcu duża ilość wełny w składzie) a tu zonk. Potem zabrałam się za zrobienie szyjogrzeja - azżuy wychodzą do kitu - czyli wcale. Trzykrotne prucie zniechęciło mnie totalnie.

I dopiero wytedy tak naprawdę zrozumiałam, że ta włóczka do ażurów się nie nadaje. Jest skręcona nierówno, trochę jak ręcznie. Nopki są wkręcone w nitkę i też grubsze w tym miejscu. Cała uroda włóczki widoczna jest dopiero w takich lekko rustykalnych dzianinach, na pewno nie w ażurach.

Po praniu i płukaniu czapka stała się bardziej przyjazna dla czoła i gryzienie spadło do granicy akceptowalności. Czapkę noszę chętnie i bardzo ja lubię, niezmiennie zachwycam się kolorem włóczki.

I szczegóły techniczne:

- skład - 90% wełny, 10% wiskozy

- motki 50g/100 m

Producent zaleca druty 4,5-5,5, ale nie robiłabym z tej włóczki na grubszych niż 4mm.

No i jak tu ocenić?

Kolor, faktura i połysk i meszek - na duży plus.

Wydajność - średnia.

Funkcjonalność - ciepłota i gryzienie - bez rewelacji.

Cena - mimo wszystko za duża, po takiej cenie spodziewałam się włóczki z górnej półki a jest tylko średnia.

No i jak tu wydać jednoznacznie subiektywną opinię?


środa, 24 listopada 2010


fotka ze strony producenta

Ponieważ dostaję mnóstwo pytań o tę włóczkę ("nigdy więcej" z poprzedniego wpisu), no to wyjaśniam, o co chodzi.

Alize, to firma turecka - czyli to samo w sobie mówi mi, że wełna jest z niższej półki. Ale nawet z tej niższej potrafią być całkiem dobrej jakości - niektóre Yarn Art, Himalaya i nawet niektóre Alize też.

Moim zdaniem Angora Gold do nich nie należy.

Od cieniowanych włóczek wysokiej jakości oczekuję przenikania kolorów płynnego, ewentualnie zmiany kolorów o jeden odcień. Pięknie kolory układają się w wełnach estońskich, ciekawie przechodzą w Padisah, gdzie do nitki podczas przędzenia dodaje się stopniowo inny kolor.

Od wszystkich włóczek z niewielką ilością wełny naturalnej lub moheru oczekuję jednego - przyjemnych wrażeń dotykowych. Bo wiadomo, że wełna lubi gryźć i moher też.

Producent mówi o włóczce tyle:

motki 100g - 550m

skład: 80% akryl, 10% moher, 10% wełna

Ze względu na niską zawartość moheru i wełny oczekiwałam miłej w dotyku włóczki. W motku i zdjętej z drutów chuście trochę gryzła. Włóczki jednak mają to do siebie, że po praniu i płukaniu w płynie zmiękczającym stają się milutkie i mięciutkie.

Angorze Gold nie mogę zarzucić nic w sprawie miękkości - po praniu stała się puszysta i fajna, natomiast zaczęła żreć jak wściekła. Nieprzyjemnie ostre drapanie czułam nawet przez bluzkę.

Jestem bardzo, bardzo wrażliwa na to i wiem, że dziewczyny włóczkę chwaliły i ich nie gryzła. Mnie jednak gryzła i to bardzo.

Kolejną sprawą są kolory. Przenikanie kolorów polega tu na tym, że barwy o zbliżonych tonacjach są stopniowo dodawane w małych kawałkach - ciemna zieleń - jasna zieleń, ecru, róż, fiolet, czerwień.

Nie jest to idealny sposób, ale może być. I jeden motek był ok. Natomiast w drugim - jakiś kosmos. Odcinki kolorów dominujących były bardzo krótkie, po jasnej zieleni nagle od razu były kawałki ciemnej czerwieni i inne takie niespodzianki. By kolory ładnie się ułożyły, musiałam pociąć cały motek i ułożyć kolory tak, jak chciałam. Trochę mi było żal, nie lubię supełków, ale żal mi zmalał, gdy podczas przewijania w motku trafiłam na supły "fabryczne". Pośrodku motka na chybił trafił była ordynarnie dowiązana nitka innego - kontrastowego koloru.

Dziewczyny na blogach piszą jeszcze o długości - że jest mniejsza niż deklarowana na banderoli. Miałam również wrażenie, że jeden motek jest mniejszy, ale nie mam wagi elektronicznej i nie mogłam tego potwierdzić.

Zaletą włóczki jest to, że jest równa, całkiem przyjemnie się z niej robi, nie skrzypi mimo dużej zawartości sztucznego włókna i jest ciepła. No i niedroga i wydajna.

Mimo wszystko jednak jej nie polecam i sama dla siebie jej nie kupię - chyba, że ktoś będzie chciał coś z tej włóczki mieć zrobione, znając jej wszystkie wady i zalety.

EDIT: 8.05.2011 W kolejnych motkach nie znalazłam ani jednego supła i kolory były ułożone dużo lepiej. Widocznie trafiłam na jakąś trefną partię poprzednio. Włoczka trochę zrehabilitowana:)


 
1 , 2 , 3