| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Napisz do mnie
Ja na Ravelry
Moje inne blogi
Chcę wydziergać
Cudeńka nie na drutach
Drutują i szydełkują
Nauka dziergania
Szukam wzorów
Ulubione sklepy włóczkowe
Zrobione:
statystyka
czyli rzecz o dzierganiu

Aktualnie na drutach

środa, 16 marca 2011

leży sobie i patrzę na nią i podziwiam. Leży tak już dość długo:)

W końcu się odważyłam i wrzuciłam na druty, by choć próbkę zrobić.

Wełna to niezwykła - nigdy z takiej nie robiłam. Z Kaszmiru od Laury.

Pochodzi z owiec rasy corriedale. Niewiele mi to mówiło, dopóki nie dotknęłam, nie pomacałam.

Rozumiem już zachwyt dziewczyn. Wiem, co to znaczy "wełna jak chmurka". Corriedale jest miękka, puszysta, mięsista i lekka. Z delikatnym połyskiem, takim eleganckim, perłowym.

A kolory?

Kolory zupełnie niby nie moje, bo blade szarości, sine fiolety, dyskretna zieleń... ale takie subtelne, przenikające się... jak mgła, jak kamienie, jak szmaragdy, z bzowym tchnieniem.Pokochałam je od pierwszego wejrzenia i w nosie mam, że będę blado wyglądać.

Bardzo trudno jest zrobić zdjęcie tym kolorom. W sztucznym świetle ginie ich głębia, czekałam więc na naturalne, by w ostatnich promieniach słońca sfotografować całą tę gamę odcieni. I jest jeszcze gorzej - kolory wyblakłe, prześwietlone, nijakie, mdłe.





Może w gotowym wyrobie będzie lepiej. Bo próbka spruta i wełna siedzi na drutach, uległam pokusie. Nie da się nie ulec, gdy się już zacznie robić, próbka mnie złamała. Teraz żałuję każdej chwili, gdy nie mam drutów w ręku.

Dziewczyny kochają weyensdale, też ją mam i czeka na swoją kolejkę, ale na razie moje serce jest przy corriedale.

Mam jeszcze od Marty piękną zieloną i już wiem, co z niej zrobię:) Musicie uzbroić się w cierpliwość tylko, bo najpierw w kolejce mam robótki zakontraktowane a dopiero potem swoje.

Ogłaszam również, że obecnie nie przyjmuję żadnych zleceń. Osoby, które zainteresowane są moimi pracami proszę o zgłaszanie się w listopadzie - wtedy rozpocznę zapisy na luty 2012 roku.

No to lecę do drutów:)

wtorek, 06 lipca 2010

Wiem, miałam pokazać kamizelkę, ale zrozumcie - w te upały raczej chcę się rozbierać niż ubierać. Mają przyjść deszcze, to może się uda. A na razie męczę czarny akryl thin&thick i dla odskoczni sięgnęłam po merino z Urugwaju. Jest obłędne, cudownie miękkie i milutkie. Zakochuję się w nim od nowa z każdym przerobionym oczkiem. To moja najulubiona włóczka - jak mawia Kubuś Puchatek:)

Zaczęłam Aeolian, kończę dopiero listki (większa wersja) i boję się, że kłębka nie wystarczy.

I z powodu tych włoczek kibicuję Urugwajowi w MŚ. Pierwsze kryterium to uroda piłkarzy, ale najprzystojniejsi już poodpadali. I mecze są świetnym pretekstem, żeby uwięzić osobistego męża z motkiem na rękach i przewijać merino na kłębki:)

A na razie kilka fotek z letniego spotkania szarotkowego, które odbyło się w ostatnią niedzielę.

Takie oto kłębki merino:


przerabiane są na takie szydełkowe chusty:



Można też było podziwiać takie dziurawe wzorki:


A tu analiza schematu:


którzy przerobiony szydełkiem wygląda na przykład tak:


I można było też pomacać  i kupić oryginalną estońską wełnę w bajecznych kolorach:


I były też do podziwiania już gotowe wyroby szydełkowe:

A na kolejnym spotkaniu wakacyjnym mnie nie będzie niestety. Będę się wakacjować:)


poniedziałek, 14 czerwca 2010

Chusta nie może doczekać się sesji zdjęciowej, bo jestem chora i lekko kulawa na dodatek.

Z tego też powodu niedzielne atrakcje w postaci śpiewania i popołudniowych spotkań szarotkowych mnie ominęły.

Jutro muszę na trochę do pracy iść, ale potem zlegnę  domu i myślę, że skończę na dniach kamizelkę.

Zapowiada się obiecująco, aż mi żal, że to podły akryl aniluxu.

Zobaczymy jeszcze, czy ja w tym czymś będę wyglądać równie fajnie.  Zrobiłam ciut mniejsze niż sweterek, który zwykle noszę, bo wszyscy mnie ostrzegali, że akryl się rozciąga. I boję się trochę efektu baleroniku owiniętego sznurkiem.

Ale cóż - zobaczymy:)


wtorek, 08 czerwca 2010

Antoska, wzór na fioletowy szal jest TU.

A ja skończyłam kolejną chustę, która się suszy rozpięta na wykładzinie i zajmuje pół pokoju. Czeka na swoją sesję.

A na drutach mam czarny akryl, który przekształca się w kamizelkę/pulowerek - nigdy nie wiem czym to się różni, ale babcia mówi, że się różni.

Miała to być Czarna Wdowa wg przepisu z Fabryki Unikatów, ale po drugim pruciu zmieniła mi się koncepcja i będzie twór własny.

No więc sobie tworzę i próbuję przełożyć to na druty między jednym kaszlnięciem a drugim i w efekcie padam z nóg, bo doba za krótka. Dziś zaspałam do pracy, ale to raczej efekt mocno trzymającej choroby niż robótek, bo oczy mi się same zamykają a nie siedzę po nocach.

No i czekam na bardzo fajne i miękkie urugwajskie motki.

Po prostu kocham te włóczkę, no cóż poradzić. Nawet próbowałam coś z niej zrobić, citronową chustę, jednak w pstrokatym nie widać było, że to citron i poszło do prucia.

No więc wychodzi na to, że więcej mam prucia niż dziergania.

A w niedzielę wychodzimy z drutami do ludzi:) Niech nas zobaczą w Tygodniu Dziergania Publicznego:)

Mam nadzieję się podleczyć do tego czasu.


środa, 18 listopada 2009

Nie pisałam nic, co aktualnie robię.

Po skarpetkach i konsultacjach u babci wzięłam się w końcu za coś dla siebie. Plany mam rozległe i szerokie, tylko czasu brak. Na tapetę poszła Gokova, już mi się bardzo chciało z niej dziergać.

Wymyśliłam sobie wzorek listkowy, więc poćwiczyłam taki jeden ażurek, nawet względnie wyszedł... ale nie na tej włóczce. Również babcia coś próbowała zrobić, ale w melanżu giną wszelkie wzorki.

W końcu doradziła mi wzór skośny francuski. Chciałam wprowadzić swoje modyfikacje, bo najlepiej ten melanż wygląda na gładkim prawo-lewym ściegu, ale przy brzegach musiałam i tak zrobić francuski, żeby szalik się nie zawijał. Bo to szalik ma być. No i przy tej francuskiej oblamówce środek szalika zaczął się wybrzuszać. Więc było prucie i robienie na babciną modłę. Jednak doświadczenie ma pierwszeństwo nad kombinatoryką.

No więc pomalutku dziergam ten szalik i wczoraj mnie olśniło, że idealnie pasowałaby do niego czapka Quincy. Tylko, że ja tej włóczki mam dwa motki, jeden może na czapkę wystarczy, ale szalik z jednego motka będzie bardzo krótki, mimo, że liczy tylko 30 oczek.

Szukam więc po necie, w pasmanteriach, na allegro i figa. Nie ma szans na dostanie tej włóczki:(

Uratowała mnie jak zwykle niezawodna Justyna:) W niedzielę dostanę dodatkowe kłębki:))))


Do tego próbuję zrobić szalik-boa z fioletowej salsy. Szykuje się prucie, bo zrobiłam za gęsto i wyszedł mikroszalik, no i dokupię jej jeszcze za 3 tygodnie - wtedy dopiero znów będzie w mojej ulubionej netowej pasmanterii:)

Żeby mi się nie nudziły same prawe oczka w szaliku, postanowiłam się wziąć za bardzo ambitny projekt - prezent gwiazdkowy.

Nie mogę powiedzieć nic więcej, żeby się nie wydało. Zdradzę jedynie, że kupiłam do tego 2 motki brązowej Luny metalic i nauczyłam się jednego z najprostszych ażurków. Projekt ogromny - na jakieś 150 oczek i z tysiąc rzędów:)

Czasu tylko brak - doba za krótka a osobisty mąż zaczyna marudzić, że do łóżka zabieram druty zamiast niego.

Dlatego dałam się zaprosić jutro na randkę:))))


wtorek, 03 listopada 2009

Choroby wszelkie czasem się przydają, bo przez kilka dni można zostać w domu i dziergać. Oczywiście, gdy już głowa nie boli i z nosa nie kapie, ale na szczęście jakoś leki działają.

Skończyłam więc szalik dla Smyka, teraz na tapecie czapka do kompletu a potem rękawiczki. Tych rękawiczek trochę się boję, bo nigdy nie robiłam, no ale kiedyś muszę spróbować:)Pochwalę się, jak już komplet będzie gotowy:)

A potem, jeśli wystarczy włóczki, to jeszcze szyjogrzej dziecku zrobię. A potem to już może w końcu coś dla siebie:)

I chyba jeszcze po drodze zacznę pisać swoje własne oceny włóczek, żebym kiedyś nie zapomniała, jak mi się z której dziergało...

Takie mam pomysły w czasie choroby:)


środa, 21 października 2009

No więc sobie dziergam tę czapkę, te prawe i lewe kontynentalne. Czapki przybywa, włóczki ubywa i zaczynam się martwić, czy nie zabraknie. A czarna Chainette jest nie do dostania:(

Za to sprawiłam sobie biżuterię na druty - bardzo przydatną i śliczną:)

Markery bardzo się przydają, mogłam sobie zaznaczyć, gdzie zaczyna się czapka, bo skończyłam już ściągacz i robię wzorek - niby prosta przeplatanka, ale z rozpędu już kilka razy musiałam szydełkiem naprawiać oczka prawe przerobione na lewo w nieodpowiednim miejscu.

Markery w rzeczywistości są ładniejsze niż na fotografii. Miniaturowe, misterne cudeńka. Zamówiłam na TEJ stronie, fotografia też stamtąd pochodzi.


niedziela, 18 października 2009

Robię kolejną czapkę. Chainette to taka fajna włóczka, że szkoda jej nie wykorzystać. Więc M. będzie miał czapkę jednak:)

Prułam ze 4 razy, bo mimo próbki nie mogłam ustalić ilości potrzebnych oczek a dzierganie o 1 w nocy sprzyja błędom nawet w ściągaczu.

Teraz już raczej prucia nie będzie, chyba że trafi się jakiś poważniejszy błąd.

Tym razem robię na 5-ciu drutach 3,5 mm na okrągło... i mam problem.

Czapka skręca. Ściągacz kładzie się  na lewą stronę i to coraz mocniej:( A tak mi się już fajnie robiło:(

Nie wiem, co jest przyczyną. Może to, że robię po heretycku?

Doświadczone dziergareczki, macie jakiś pomysł? Plis, help.