| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Napisz do mnie
Ja na Ravelry
Moje inne blogi
Chcę wydziergać
Cudeńka nie na drutach
Drutują i szydełkują
Nauka dziergania
Szukam wzorów
Ulubione sklepy włóczkowe
Zrobione:
statystyka
czyli rzecz o dzierganiu
niedziela, 08 maja 2011

Właśnie rozpięłam na pokojowej wykładzinie kolejne dziergadło i na gorąco postanowiłam się nim pochwalić - bo potem będzie jak ze wszystkim - odwlecze się do świętego Dygdy.

Nudy, bo powtórka z rozrywki w kolorach różowo-zielonych, wiosennych, optymistycznych.





A optymizmu mi bardzo potrzeba, bo walczę w dalszym ciągu z silnym bólem kręgosłupa - po rozpinaniu chusty teraz juz zlegnę w wyrku, coby jutro do pracy jakoś w miarę wyprostowana dojechać.

Chusta to dla mnie niespodzianka. Bo niby już była, wzór miły dla oka i dla rąk w robocie, ale jakoś mi się to dłużyło i dłużyło...

Pod koniec się zorientowałam, ze wzięłam po prostu druty mniejsze - robiłam na 4,5mm a nie na 5, jak poprzednio.

Więc zrobiłam jeden motyw więcej i nie wiem, czy nie przesadziłam.

Chusta tak rozpięta ma 2 m szerokości i ciut ponad 1 m długości a nie napięłam jej tak ekstremalnie, jak to mam w zwyczaju. Będzie się czym otulić po prostu:) Ja osobiście lubię takie duże chusty:)

Włóczka ta sama - Alize Angora Gold BD. Muszę ją odrobinę zrehabilitować. W kolejnych motkach nie znalazłam żadnego supła a i kolory lepiej ułożone, nic nie musiałam ciąć tym razem.

Wzór - Gail.  Dodałam tylko oczko środkowe, bo dziury po podwójnym narzucie mnie drażniły.

Już nam go prawie na pamięć a na drutach mam właśnie jeszcze jedną taką chustę - tym razem już na drutach 5mm.

Uprałam przy okazji wykończony otulacz, nowy szalik (szalik w maju to chyba tylko taki zmarzluchy jak ja mogą robić:)) i moje skrętki kochane.

Ale o skrętkach będzie następnym razem:)


środa, 04 maja 2011

Majowe. Zimne. I gorące jednocześnie. W pięknych okolicznościach przyrody. Ze wspaniałymi ludźmi. :)))))

Fotek będzie trochę i gadania też:) Chyba:)

Dojechaliśmy do Doroty i jej męża w sobotę rano. Zabytkowa drewniana letnia willa bardzo nam się spodobała. I zieleń, kaskady zieleni - na trawie, w lesie, gdzie okiem nie sięgnąć. Korzystając ze słońca ruszyliśmy na spacer.







Ale wieczorem - zimno. Nikt nie spodziewał się zimy w środku wiosny. Siedzenie na werandzie w środku nocy zaowocowało łamaniem w kościach, dziś ledwie się ruszam.

Za to gorące były spotkania:)))

I nasze wspólne z Doro, i z Agnieszką i jej cudowną rodzinką, (nasze dzieciaki superszybko się wkręciły we wspólne tematy:))) potem wizyta u Kaszmirowej Damy z Kołowrotkiem!



Lauruś, stokrotne dzięki za uśmiech, za radość w Twoich oczach, za cierpliwość i w ogóle za wszystko.

No i dzięki Laurze zostałam puszczona z torbami pełnymi skarbów i ze zdobyczą najcenniejszą - własnoręcznie uprzędzioną artystyczną wełną:)))



I żadne tam opakowania na komórki z tego nie będą, z tej artystycznej ruziowej Yarnart zrobię sobie coś innego i będę z dumą nosić:)))) I nosić będę w sercu te chwile, jak cenny klejnot:)

I jeszcze było kolejne spotkanie dziewiarsko-pogaduchowe, z krakowskimi dziewczynami - Pomarańczką i Geesje:) Oby nie ostatnie:)

Czy muszę mówić, że czasu zabrakło? Tak bardzo zabrakło, że potem z żalu prawie zwiałam do samochodu, bo inaczej Doroty bym nie puściła.

I tęsknię niemożebnie.


piątek, 29 kwietnia 2011

Tuż przed wyjazdem - pobudka o 4 rano - udało mi się wykroić odrobinę czasu, by w końcu zacząć spełniać obietnice.

Ja bym już siebie znielubiła na Waszym miejscu.:)

Sama kocham oglądać zdjęcia dziergadeł, mam w rssie zalinkowanych ze 200 blogów i zawsze tęsknie wypatruję fotek, inspiracji, przepisów i nowych, cudnych wytworów Waszych rąk.

A sama nie potrafię znaleźć chwili czasu, na obróbkę zdjęć.

No ale już są, więc najpierw pokażę a potem jeszcze trochę popiszę:)







Tadam.

Oto poncho, które robić może też za kamizelkę, bo ma pęknięcia na bokach na ręce.

Bardzo ciepłe, mięciutkie, fajnie się układa. Nie na mnie - na właścicielce ofkors. Ja wyszłam tu koszmarnie, za to właścicielka wygląda wspaniale - jest ciut niższa i duuuużo szczuplejsza, poncho było robione na jej rozmiar a nie na mój:)

Pierwszy raz zrobiłam próbkę i obliczałam według niej - z dobrym skutkiem. Wcześniejsze próbkowanie było zupełnie do kitu. Albo taki ze mnie matematyk, albo robiłam to niezbyt umiejętnie. W końcu jestem początkującą dziewiarką, więc mam prawo:)

Poncho robiło się przyjemnie, te listki są bardzo fajne w robocie - łatwe i efektowne. Jak zwykle końcowa ilość oczek mnie dobijała.

Na szczęście kolejne poncho do zrobienia mam dopiero jesienią:)

Dane techniczne:

Wzór - Taki, co Doro kilka razy robiła, tylko zmodyfikowany przeze mnie.

Włóczka: 100% Merino Artesano

Zużycie: 10 motków, został niewielki kawałeczek.

Druty: KP 4mm

I kilka filcowych markerków od Mamon (są super!)

A do pokazania mam jeszcze chustę i chuścinkę, no i Pana Misia, którego ciężko wykraść synkowi:)

Na drutach obecnie dwie chusty - powtórkowa Rajska, potem Kair i znów Rajska będzie, więc same nuuudy. Ale dla celów kronikarskich pokazywać będę:)

Choć dziś, to pewnie już wszyscy wyjechali. No cóż - sama jestem sobie winna, że tak dług zwlekałam.:(


wtorek, 26 kwietnia 2011

Witam poświątecznie:)

Szkoda, że już po, tak było świątecznie, słonecznie i pięknie:)

No ale czas wracać do obowiązków i kończyć cykl oceny włóczek:) Już finiszuję z zaległościami i wkrótce pokaże dziergadła, obiecuję:)





220 tweed Cascade to kolejna włóczka, w której się zakochałam.

Zakupiona w Zagrodzie w 100% spełniła moje oczekiwania.

Jest wydajna - 200m w 100g, na grubsze druty, więc szybko przybywa robótki:) Producent zaleca 4,5mm i na takich robiłam - idealne dopasowanie rozmiaru do grubości włóczki.

Kolory są soczyste, żadne tam spłowiałe. Do tego nopki fantastycznie rozweselają zieleń - w przypadku odcieniu, którego używałam.

Naprawdę żałuję, że nie ma fioletu w palecie kolorów.

W dotyku jest też bardzo fajna - mięsista, puszysta. I chyba nie gryzie, bo synek czapkę nosił bardzo chętnie. Do komina jakoś się nie przekonał, ale chodzi chyba o komin a nie jakość włóczki:)

Szczerze polecam.


czwartek, 21 kwietnia 2011


Lace merino firmy malabrigo, to kolejna wełna 100%, z którą przyszło mi pracować.

I chyba najmilsza. Jest delikatna, niesamowicie miękka - nie przypuszczałam, że może być miększa od merino ze 100purewool.com, ale jest. Każde przerobione oczko to pieszczota dla palców, robótka jest niebywała przyjemnością. Nitka jest cieniutka i bardzo wydajna - w 50 g jest jej 430 metrów.

No i dostępna jest w niewiarygodnej liczbie bajecznych kolorów i odcieni, sami zobaczcie: TU

Jedyna jej wady, to spora cena i skłonność do filcowania - słyszałam o kilku przypadkach.

Mam jeszcze chyba ze 3 kolorki i chętnie po nie sięgnę:) Mam też ochotę na delikatniutką bluzeczkę z tego merino:)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

I kolejna włóczka z Kaszmiru - ręcznie przędzione merino 1 ply o wdzięcznej nazwie Wing.


Włóczka zachwyca swoją miękkością a po praniu pięknie się układa, oczka się wyrównują i robótka wygląda zachwycająco. Aż chce się przytulić. Zakres drutów - od 3,5 do 5 mm. Jest bardzo ciepła. I sprzędziona bardzo równo.

Moja babcia, która sama kiedyś przędła, nie mogła wyjść z podziwu nad nitkami Laury:)

Wing jest naprawdę godny polecenia:)


piątek, 15 kwietnia 2011

Kolejny odcinek pt. "nadrabiam zaległości":)

 

Dziś o merino z jedwabiem od Kaszmirowej Laury.

Włóczka to inna niż wszystkie. W tej wersji była sprzędziona w 2 ply, dość cienko. Nie pamiętam grubości, ale druty 3-3,5 były odpowiednie. Z wełny tej powstała czapka i chustka, której jeszcze nie pokazałam. Obiecuję poprawę.

A inna niż wszystkie, bo z charakterem. Ni to czerwień, ni to niebieski, z daleka zlewa się w fiolet, z bliska taka bardziej surowa, rustykalna. Mocny skręt sprawił, że nie mechaci się zupełnie, za to odrobinę straciła na miękkości. Ale nosi się ją z największą przyjemnością a chustka jest moją najulubieńszą chustką pod szyję. Do tego grzeje, zimny wiosenny wiatr nie zagraża moim strunom głosowym:)

Miałam też problem z wzorem na chustkę. Wybrałam wzór summer flies, bo wzorki ażurowe, finezyjne listki wychodzą z tej nitki dość słabo widoczne. I okazał się bardzo trafiony.:)

Mam tę nitkę jeszcze w zupełnie cieniusieńkiej wersji. Szukam odpowiedniego wzoru, który wydobędzie całe jej piękno:) Gdybym jej miała jeszcze więcej, pokusiłabym się o rustykalną bluzeczkę z charakterem. :)

I na koniec nie mogę się nie pochwalić uroczym drobiazgiem, który dostałam od osobistego męża na pewną okazję:)


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zapraszam na kolejny odcinek z serii "Oceny włóczek".

Dziś przedstawiam Państwu Włochacza.


fotka pożyczona ze sklepu Fastryga

Włochacz to Fonseca formy Yarn Art.

Dane techniczne:

Skład: 55% moher 45% poliamid

Ilość: 25 /30 metrów

Zalecane druty nr.2,5 szydełko nr. 3

Włochacz to kolejna cienizna moherowa, z której robiłam.

Jest naprawdę cieniutka, za to ilość włosków sprawiła, że dostała powyższy przydomek. I przez tę swoją kudłatość w robótce jest taka sobie. Nie sunie pod rutach jak Kid Mohair Adriafilu, jest trochę bardziej szorstka. Grubość nitki też nie jest jednakowa - chwilami bałam się, że nić się zwyczajnie zerwie, bo była grubości włosa.

Do tego niestety w każdym motku było po kilka supełków. Kilka,to nie 3, raczej 7-10. Trochę to denerwujące.

W zasadzie jedyne, co mi się podoba w tej włóczce to dodatek błyszczącej nitki. W sztucznym świetle lub słońcu Fonseca błyszczy pięknie i nabiera wieczorowego charakteru.

No i cena. Fonseca jest bardzo niedroga, więc jak na taką cenę, można jej wybaczyć włochatość, supełki i inne takie. Dla mniej wymagających dziewiarek to powinna być doskonała włóczka.

Ja mimo wszystko nadal zostanę w zachwycie nad Kid Mohairem Adriafilu.


wtorek, 05 kwietnia 2011


Corriedale się dzieje, choć dzieje się głównie fioletowe poncho.

Zanim jednak zejdą z drutów, minie trochę czasu.

Opowiem Wam za to dzisiaj o włóczce - jednej z najmilszych jakie miałam w ręku.


Nie pokazałam z niej nic na blogu, bo zrobiona czapka i szyjogrzej bardzo szybko poleciały do właścicielki.

Musicie więc polegać na fotkach pożyczonych ze stronki sklepu i mojej opinii:)

Dane techniczne:

  • Skład: 80% baby alpaka, 20% jedwab

  • Producent: Debbie Bliss

  • Ilość włóczki w motku: 65m/50g

  • Druty zalecane przez producenta: 4,5-5m

Włóczka jest niesamowicie miękka, luźno skręcona 2 ply, z delikatnym alpakowym włoskiem. Nic a nic nie gryzie, delikatnie przesuwa się w palcach i robienie z niej to sama przyjemność. W warkoczach pięknie się układa. Ma szlachetny połysk, poślizg - pieszczota dla palców. Przez dodatek jedwabiu jest dość ciężka, dlatego niezbyt wydajna. Jednak na czapę lub szalik - wspaniała.

Pewnie i na sweterek miękki i ciepły też, jednak cena takiego sweterka przekraczałaby moje możliwości finansowe.


wtorek, 29 marca 2011

Na lekarstwo z wielkiego smutku potrzebne jest jakieś bardzo zajmujące zajęcie.

Gdy odchodzi ktoś bliski, gdy łzy nie chcą przestać płynąć a po pogrzebie zostaje tylko uczucie straty, trzeba choć na chwilę zająć myśli, by nie zatracić się w bólu.

Świetnie sprawdza się w tej roli bardzo trudna robótka. Taka, w której trzeba liczyć każde oczko i sprawdzać każdy rządek 10 razy.

Z cudownej wełny, ręcznie przędzionej przez Martę, zaczęłam robić Semele.

Dzięki Pimposhce przebrnęłam przez zawiłości pierwszej części schematu i na chwilę zapomniałam o smutkach. Dziękuję!

Jednak już wiem, że źle dobrałam wełnę. Jest piękna, ale mam jej za mało i wyjdzie mi z niej zaledwie Semelusia. Muszę więc spruć, tę chustę zrobię z innej wełny.

A na piękne szmaragdowe corriedale mam już inny pomysł.


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18